
To już ten moment w sezonie, kiedy nie ma łatwych meczów. Każdy z nich będzie trudny, bo każdy punkt będzie liczył się w ostatecznym rozrachunku. Nie ma miejsca na błędy i wszyscy zdają sobie z tego sprawę.
W niedzielę, na zakończenie majówki do Gruszczyna przyjechał Kłos Zaniemyśl. Przeciwnik, który nam nie „leży”. Spotkania pomiędzy Meblorzem, a Kłosem to zawsze zacięta rywalizacja, bez względu na miejsce w tabeli i formę. Spodziewać się można było, że o punkty będzie ciężko.
I kto tak myślał, ten się nie pomylił. Spotkanie nie porwało intensywnością, nie przyniosło kibicom ogromu emocji. Nie było wielu sytuacji, brakowało dokładnych podań, składnych akcji, strzałów i bramek. Akcje tworzone przez Meblorza kończyły się na linii obrony. Sporadyczne przerwania tej linii i tak nie przynosiły efektów. Kilka groźnych sytuacji mieli goście, jednak świetnie spisywał się w bramce Patryk Guzikowski i uratował nasz zespół przed utratą bramki. Na jedynego gola musieliśmy czekać do 80. minuty. Piłkę w narożniku boiska ustawił Patryk Bordych i po jego dośrodkowaniu najwyżej wyskoczył Mikołaj Nowak. Obrońca Meblorza pokonał bramkarza i ustalił wynik spotkania.
Po meczu o parę słów spytaliśmy Patryka Guzikowskiego: Był to mecz z kategorii do pierwszej bramki, kto strzeli pierwszy wygra i tak się stało, zdobyliśmy bramkę na 1:0 i dowieźliśmy to! 3 punkty zostają u nas. Przeważaliśmy , prowadziliśmy grę, ale brakowało konkretów z naszej strony. Przeciwnik odgryzał się i ostatecznie tworzył sobie trochę lepsze sytuacje do strzelenia bramki. Na szczęście wychodziliśmy z tych sytuacji obronna ręką. W końcu stało się, strzeliliśmy bramkę, zachowaliśmy czyste konto i nic tylko sie cieszyć z kolejnego zwycięstwa. Tabela układa sie tak, że walka o awans będzie prawdopodobnie do ostatniej kolejki, wiec nie ma co popadać w zachwyt tylko skupiać się na kolejnych meczach. Za tydzień jedziemy do Wilczyna na ciężki teren, ale nie ma innej opcji niż tylko 3 punkty i jedziemy dalej!