Przewaga była, sytuacji sporo, strzałów również. Skończyło się bez punktów.
Nie tak wyobrażaliśmy sobie początek sezonu.
Do Środy jechaliśmy zdeterminowani by przełamać klątwę pierwszego meczu i zainaugurować sezon zwycięstwem. Fakt, trzy punkty mieliśmy już na koncie, jednak nie wywalczone na boisku, a w wyniku walkowera. Cel był zatem jasny.
Po meczu z rezerwami Polonii można spodziewać się wszystkiego. W dotychczasowych spotkaniach potrafiliśmy wygrywać bez problemu, toczyć wyrównaną walkę, albo być dla młodych i ambitnych przeciwników tłem, jak to było wiosną tego roku. Tym razem, pomimo tego, że nasz gra wyglądała nieźle, to gospodarze zainkasowali komplet punktów.
Od pierwszych minut wyklarował nam się obraz gry na niemal cały mecz. To my mieliśmy mieć piłkę i próbować się wedrzeć w pole karne, gospodarze liczyli za to na szybkość zawodników i błyskawiczne kontrataki. Meblorzom brakowało ostatniego podania, przez co piłka rzadko docierała do najbardziej ofensywnych zawodników. W 28. minucie piłka przebiła się przez defensywę Polonii. Pierwszy był przy niej Kacper Vogel i chcąc minąć bramkarza, został przez niego zahaczony. Gwizdek sędziego jednak milczał. W kolejnych sytuacjach parokrotnie próbowaliśmy strzałów, jednak w pierwszej połowie udało nam się tylko raz trafić w światło bramki. To i tak więcej niż przeciwnikom.
Poloniści oddali w meczu tylko jeden celny strzał, na początku drugiej połowy. Uderzenie było piękne, precyzyjne i nasz bramkarz nie miał szans na obronę. Problem w tym, że do strzału nie powinno dojść, bowiem zawodnik który go oddał był wcześniej na pozycji spalonej. W tej sytuacji szczególnie dziwi bierność sędziego bocznego, który był blisko, wszystko widział, a jednak chorągiewki nie podniósł. Wykazał się za to sokolim wzrokiem chwilę później, kiedy dojrzał z kilkudziesięciu metrów, że stopa naszego zawodnika nie dotyka linii przy wyrzucie z autu.
Po stracie bramki Meblorze ruszyli do wzmożonych ataków, jednak wciąż nic nie chciało wpaść do bramki Polonii. Nie udało się nawet wykorzystać faktu, że gospodarze przez dziesięć minut grali w dziesiątkę.
Do końca utrzymał się wynik 1-0.
Po meczu Tomasz Rogaliński powiedział: Mecz generalnie był pod naszą kontrolą i przebiegał według naszego planu. Mieliśmy kilka dobrych sytuacji, ale nie umieliśmy ich zamienić na bramki. Polonia miała w drugiej połowie jedną sytuację, jeszcze po ewidentnym spalonym, którą zamienili na bramkę. Po meczu jest duży niedosyt. bo uważam że zasłużyliśmy chociaż na 1 punkt. Na pewno każdy będzie chciał jak najszybciej przejść do kolejnych meczów i dobrą grę przełożyć na zwycięstwa oraz cenne punkty.